Rzadko zamieszczam na blogu artykuły z innych gazet i dzienników, ale czasem trzeba zrobić wyjątek.
Tym bardziej, jeśli jest to materiał dosyć optymistyczny. Bo jak inaczej można traktować artykuł, w którym czytamy, że coraz więcej kibiców chce na żywo oglądać spotkania naszej rodzimej ekstraklasy? A właśnie tak napisali w poniedziałkowym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej”. Zapraszam do lektury!
„Właściciele piłkarskich klubów chcą, żeby wpływy ze sprzedaży biletów stanowiły 30 proc. budżetów. Dzięki nowym obiektom już od nowego sezonu frekwencja na stadionach zwiększy się o sto procent. Kibice będą równie możnym sponsorem jak znane i duże firmy.
Jagiellonia Białystok w ciągu dwóch dni, od wtorku do czwartku, sprzedała 2 tys. karnetów na rundę jesienną. Dziś zostanie wyprzedany komplet, czyli 5 tys. sztuk. Pierwszego dnia sprzedaży wejściówek na mecz Ligi Europy z Arisem Saloniki kasy biletowe były czynne od godz. 12. O 10 w kolejce stało już prawie 200 osób. – Zainteresowanie meczami jest przeogromne. Nigdy czegoś takiego nie widziałem – mówi w rozmowie z „DGP” szef marketingu w białostockim klubie Mariusz Jurczewski.
Podobnie jest w większości klubów ekstraklasy. Zdaniem ich szefów to nie jest tymczasowa moda, ale stały trend. – W minionym sezonie średnia frekwencja na meczach ekstraklasy wyniosła 5,5 tys. osób. W tym sezonie może być nawet dwukrotnie wyższa. Teraz to kibic będzie jednym z naszych głównych sponsorów – powiedział nam prezes jednego z czołowych klubów.
Pomysł na promocję
Kibice zaczynają garnąć się na trybuny, ponieważ nie tylko mają nowe, ładne i bezpieczne stadiony, ale też zmienia się podejście samych klubów. Standardem w polskiej lidze staje się profesjonalny dział marketingu, który pracuje nad tym, aby przyciągnąć fanów na stadion i wyciągnąć od nich pieniądze. Reklamy w prasie, radiu, na billboardach i w centrach handlowych to absolutne minimum. Do tego dochodzą oryginalne akcje, które decydują o sukcesie. GKS Bełchatów uruchomił program „Szkoła z Gieksą” skierowany do młodzieży. Z kolei Zagłębie Lubin swoje kampanie kieruje do kibiców nie tylko z samego, niewielkiego Lubina, ale też z całego Zagłębia Miedziowego.
Lubiński klub w niespełna tydzień sprzedał tyle karnetów, ile Legia w dwa miesiące – 3,5 tys. W Warszawie wynik przyjęto z umiarkowanym optymizmem. Jednak w efekcie szerokiej kampanii promocyjnej i porozumienia osiągniętego między klubem a kibicami sprzedaż gwałtownie rośnie. W tym tygodniu przekroczy 6,5 tys. sztuk. Średnia cena karnetu to 600 zł.
Lech Poznań w ciągu dwóch tygodni sprzedał komplet 12 tys. karnetów na mecz z Interem Baku w Lidze Mistrzów oraz dwa pierwsze spotkania sezonu u siebie. – Więcej karnetów nie mogliśmy sprzedać, bo resztę miejsc według regulaminu ekstraklasy musieliśmy zarezerwować dla tych, którzy chcą kupować pojedyncze bilety – mówi nam rzeczniczka Lecha Joanna Dzios. Sprzedaż nowej puli karnetów rozpocznie się, gdy klub będzie już wiedział, kiedy ostatecznie miasto odda do użytku remontowane trybuny stadionu Lecha. Docelowo powinno się na nim zmieścić 43 tys. ludzi. Szefowie Lecha liczą, że ponad połowę publiczności będą stanowić osoby z karnetami. Ma to przynieść klubowi wielomilionowe zyski. Szacuje się, że wpływy ze sprzedaży biletów i gadżetów mają stanowić nawet 30 proc. blisko 50-milionowego budżetu.
Zmiana modelu biznesowego
Do ekstraklasy wracają znane i popularne firmy. Kibice Widzewa kupili już 4 tys. karnetów. Pobić ich w tym zamierzają fani Górnika Zabrze. Ruch Chorzów sprzeda ponad 3 tys. karnetów. Na jeszcze lepszy wynik liczą Korona Kielce i Śląsk Wrocław. A przecież karnety to nie wszystko. W większości przypadków blisko dwa razy więcej ludzi zdecyduje się na kupno pojedynczych biletów na konkretne mecze. – Może 3,5 tys. karnetów to nie jest imponujący wynik, ale nie przejmujemy się. Nasi kibice wolą zaopatrywać się w bilety tuż przed meczem, w jednym z naszych 20 punktów sprzedaży w mieście – mówi nam rzecznik prasowy Korony Kielce Paweł Jańczyk.
Rosnąca frekwencja z czasem zmieni model finansowania klubów. – Obecnie 15 – 16 proc. naszego budżetu to sprzedaż biletów i gadżetów, czyli tak zwany merchandising. Chcemy, aby po rozbudowie stadionu wpływy od kibiców stanowiły 30 – 35 proc. budżetu. Tak obecnie jest na Zachodzie, gdzie kibice stanowią fundament klubu – twierdzi Jurczewski. Czyli idziemy w dobrym kierunku – nasz kibic, nasz pan.”
27 lipiec, 2010, 14:39
Taki trend utrzymuje się już od kilku lat. Wcale mnie on nie dziwi, a będzie jeszcze lepiej.
Dla niektórych sprzedaż 5 tys. karnetów w prawie 300 tys. mieście jest sukcesem. Nie dla mnie. Panowie z Białegostoku cieszą się że były kolejki przed kasami, a może mi ktoś powiedzieć, kiedy ostatni raz Jagiellonia grała w europejskich pucharach?
Mało tego jestem w stanie się założyć, że gdyby teraz przyjechał Lech Poznań, w swoim najsilniejszym składzie na mecz z Elaną Toruń, nasz stadion miejski byłby pełen. Kogoś to dziwi?
27 lipiec, 2010, 22:53
stadion miejski nie bylby pełny nawet gdyby do Torunia przyjechała Barcelona…chyba, że przyjechaliby pojezdzic na żużlu. Tu nie ma atmosfery przyjaznej futbolowi. A w Białymstoku te 5 tysięcy karnetów zostało wyprzedane w parę dni, więc jak na stadion, który mieści około 7 tysięcy (bo jest w przebudowie) jest to bardzo dobry wynik.
Pozdro!
28 lipiec, 2010, 02:02
Jerry z Poznania do Torunia nie jest daleko. Ja nie napisałem że byliby to torunianie :]
28 lipiec, 2010, 09:27
Co do Torunian to nie sądzę, żeby był komplet widzów na mecz z Lechem :) Może i byłoby blisko rekordu frekwencji, ale też niekoniecznie.
Moim zdaniem, jeśli to by był mecz towarzyski, to znając życie, klub chciałby jednorazowo zarobić - bilety po 15-20 zł, na stadion przyszliby stali bywalcy i trochę nowych twarzy. Mecz towarzyski, czyli nie do końca na serio, a kibice nie dają się robić w konia - chcą poważnych zawodów. Skoro przyjeżdża „Lech” to obowiązkowo musiałyby być dymy - choćby jakiś smakosz kiełbasek z Poznania, dostałby po twarzy. Czy jakieś wielkie korzyści z takiego meczu by wypłynęły to nie wiem.
Ale… jeśli to by był mecz w ramach Pucharu Polski (czyli na serio, o stawkę), klub nie chciałby jednorazowo zarobić, tylko wykorzystać ten mecz do przyciągnięcia widzów na stadion, a więc bilety byłyby za symboliczne 5 zł, a szalikowcy by się opanowali i nie doszłoby do żadnych kompromitujących zajść, to pewnie część „nowych” kibiców jeszcze nie raz odwiedziłaby stadion ;)
Pozdrawiam
29 lipiec, 2010, 12:45
Ależ wy piszecie o meczu towarzyskim. Gdyby do T. przyjechała pierwszoligowa drużyna na Puchar Polski - na 100% stadion byłby wypełniony po brzegi.
Nie zgadam się z Jerrym że w T. nie a atmosfery sprzyjającej futbolowi. Tak jest tylko we władzach miasta (cóż, prezydent i jego vice prywatnie lubią inne sporty i to się przekłada na ich czyny; zero obiektywności i profesjonalności urzędników administracji cywilnej). Mieszkańcy miasta to tzw. kibice sukcesu - i nie jest to zwrot dziennikarski lecz socjologiczny. Prezydent powiedział kiedyś: „torunianie kochają żużel” - ja mówię g. prawda! Widać to w tym sezonie - skończyły się zwycięstwa - frekwencja spadła z 20tys. do kilku tysięcy. Widać to było kilka lat temu gdy Apator jeździł w dolnej czwórce i w barażach - to jakby ktoś chciał szukać winy słabej obecnej frekwencji tylko w cenach biletów. Jednocześnie na meczach piłkarskich na poziomie wyższym niż kopanina ligi III - były komplety - zarówno 10 lat temu, gdy Elana byłą bliska awansu z I ligi, jak i kilka lat temu np. na de facto decydującym o awansie meczu z Lechią Gdańsk. Piłka nożna jest najpopularniejsza na świecie i w Poslce - to jest fakt, a nie życzenie czy propaganda. Gdyby w T. był klub grający na poziomie porównywalnym z żużlowym (czyli mecze o mistrzostwo kraju, reprezentanci kraju w składzie, reprezentanci kraju i innych w składach drużyn gości, transmisje w TV…) na 10-15 tysięcznym stadionie byłyby komplety.
29 lipiec, 2010, 15:27
Podpisuję się po tym co napisał IjonTihy. Przede wszystkim w temacie kibiców sukcesu i porównywania widowni na żużlu i piłce.
Bo tak naprawdę porównywać nie ma czego. Takie porównania robią przede wszystkim sympatycy żużla aby pokazać, że w Toruniu na żużel chodzi 10 tys osób a na piłkę tysiąc. Tylko że przy okazji trzeba dodać, że te dwa kluby walczą o jakże różce cele i w jakże różnych ligach.
Myślę, że gdyby Apator i Elana rywalizowały na tym samym poziomie ligowym i o te same cele to widownia byłaby porównywalna. Pewnie więcej osob chodziłoby na żużel, bo wiadaomo, tradycja, a teraz nowy stadion, ale na pewno nie byłaby to propocja 10 do 1, jak często jest teraz.
Pozdrawiam